Rachunek sumienia w oparciu o Hymn miłości

Panie Jezu, przychodzę do Ciebie prosząc o łaskę dobrego przygotowania do sakramentu spowiedzi. Proszę Cię, ześlij swojego Ducha i oświeć mnie Jego światłem, abym potrafił spojrzeć na swoje życie i zobaczyć, ile jest w nim miłości. Pozwól, że zacznę od podziękowania za wszystkie przejawy Twojej miłości i za całe dobro, które udało mi się dzięki Twojej pomocy uczynić innym. Nie potrafię kochać i nie potrafię rozróżnić, co jest miłością, a co nigdy nią nie było, dlatego wchodzę w grzech, który zawsze będzie zaprzeczeniem miłości.

Przepraszam Cię, Jezu, przede wszystkim za to, że Ciebie, który jesteś miłością bardzo często pomijam i nie potrafię zrozumieć, że bez Ciebie, Źródła miłości, niczego dobrego nie zrobię. Przepraszam, że pokładam nadzieję w swoich umiejętnościach, zdolnościach i wiedzy, myśląc, że sam z moją wiarą i przez swoje dokonania jestem w stanie zmienić świat. Przepraszam Cię, że często moje zachowania nie wypływają z miłości, ale są czystym wyrachowaniem. Za wszystkie chwile, kiedy czyniąc dobro innym, całą zasługę przypisywałem sobie.

Przepraszam, że brakuje mi cierpliwości do najbliższych. Przepraszam Cię, że niektórych ludzi nie akceptuję i brak mi pokory, by ich przyjąć z ograniczeniami i wadami, że wymagam od innych więcej niż od siebie. Nie potrafię spojrzeć na drugiego człowieka z miłością wybaczając mu popełnione winy i niedoskonałości względem mnie. Wybacz mi, że uzurpuję sobie prawo do osądzania innych, choć sam nie lubię, jak ktoś mnie osądza.

Przepraszam Cię za wszystkie przejawy zazdrości o ludzi i o rzeczy. Przepraszam, że nie potrafię zaakceptować, że inni mogą umieć więcej niż ja i mogą mieć rzeczy, których ja nie posiadam. Przepraszam za to, że nie doceniam innych, a swoimi umiejętnościami potrafię się szczycić jak paw. Bardzo często chcę być w centrum zainteresowania i pragnę, aby inni mnie szanowali i oklaskiwali. Przepraszam za wszystkie przejawy pychy, gdy nie biorę pod uwagę zdania Boga i innych. Często nie umiem w jasnym świetle zobaczyć prawdy o sobie i wydaje mi się, że oszukuję innych, pokazuję siebie innym niż jestem.

Przepraszam za wszystkie moje bezwstydne zachowania. Za prowokacje, niestosowne rozmowy, myśli, czyny i szukanie różnych podniet. Przebacz mi, że nie potrafię w drugiej osobie zobaczyć piękna, a widzę w niej tylko ciało i czynię obiektem swego pożądania. Przepraszam Cię za wszystko, co można nazwać nieczystością.

Przepraszam, że nie potrafię zrezygnować ze swoich racji i ciągle chcę stawiać na swoim. Przebacz mi, że zbyt często gniew jest obecny w moim życiu. Przepraszam za niepotrzebne emocje, ostre słowa i krzyk. Wybacz mi kłótnie i awantury domowe, w których bardziej chodziło mi o postawienie na swoim niż o dobro innych.

Jezu, wybacz mi brak przebaczenia. Nie umiem darować wyrządzonych mi krzywd. Szczególnie przepraszam za pozbawione miłości milczenie, którym chcę ukarać osoby, które mnie skrzywdziły. Pozwól mi zrozumieć, że miłowanie zaczyna się od przebaczenia. Chcę Cię przeprosić za to, iż małe przewinienia innych pompowałem do wielkich rozmiarów i nawet na modlitwie nie potrafiłem w swej urażonej dumie zapomnieć o nich.

Chcę się przyznać też do tego, że zdarzało mi się cieszyć z nieszczęść innych ludzi, szczególnie tych lepszych ode mnie. Nie potrafiłem cieszyć się z sukcesu innych, ponieważ uważałem, że ten sukces może przyćmić moje osiągnięcia.

Wybacz mi, Panie, że nie patrzyłem na świat pozytywnie i nie dostrzegałem w nim przejawów Twojej miłości, a jeśli mi się to udawało to tylko przez chwilę. Że traciłem nadzieję widząc wszystko w czarnych kolorach. Przepraszam też, że myślałem o tym, by ze sobą skończyć, kiedy pewne sprawy szły nie po mojej myśli. Zapominałem wtedy o Twojej miłości i wydawało mi się, że nie opiekujesz się mną. Przebacz, że nie było we mnie wytrwałości w dążeniu do celu. Przebacz mi, Jezu, wszystkie złamane obietnice i przysięgi wynikające z mojej słabej woli i braku upartości w dążeniu do celu.

Panie, widzisz jak jestem słaby i jak nie potrafię patrzeć poza czubek swojego nosa. Jestem jak dziecko, które zamiast się rozwijać i dojrzewać w miłości, ciągle pozostaje w pozycji biorcy, który chce, by go kochano, ale nie chce kochać. Proszę, daj mi dojrzeć w miłości. Niech nigdy nie zapomnę, że Ty jesteś Miłością.

Copyright © 2016 Parafia Najświętszej Maryi Panny Królowej Pokoju - Baniocha | Designed by padre PC | Wszelkie prawa zastrzeżone.